Po prostu idziesz przed siebie, a z mijanych ulic, bram i ludzkich twarzy wybierasz te przykuwające uwagę, intrygujące to swoim niedopasowaniem do otoczenia, to zwyczajnością.
W końcu udało mi się znaleźć trochę czasu na fotograficzne włóczęgi. Krótkie styczniowe dni szybko zmieniają się w wieczór, kto żyw ucieka z ulic i chowa się przed mroźnym wiatrem, moje palce drętwieją.
Grudzień w Ciechocinku: zjawy snujące się wśród niszczejących zabytkowych budynków, w powietrzu kwaśny solankowy odór nieczynnych tężni i niosące się po ulicach disco-polo: ze straganów, brudnych knajp i dancingów w budynku dworca PKP.
Światła za dnia coraz mniej, więc i zdjęć nie ma aż tyle, ile w ostatnich miesiącach. Czas odpoczynku i wyczerpania po letnich festiwalach już za mną - stąd coraz więcej koncertów, ręka znów przyzwyczaja się do lustrzanki. Dziś kilka ulicznych scen ustrzelonych w drodze do/z pracy.