Showing posts with label ricoh gr. Show all posts
Showing posts with label ricoh gr. Show all posts

Tuesday, 18 March 2014

Rzeczne historie

Przez letnie miesiące Wisła dźwiga na swoich barkach imprezowy lud Stolicy. Za to kiedy puszczą pierwsze lody...




Ale wiosna jeszcze nie przyszła:


Monday, 24 February 2014

Zima w Berlinie

Powrót do Berlina po półrocznej przerwie. Chociaż to koniec lutego, miasto jest całe w słońcu i przeżywa pierwsze dni... wiosny. Knajpy na Prenzlauerze i Kreuzbergu wypełnione nie tylko w środku - w ogródkach mnóstwo ludzi otulonych kocami, prężących się do słońca jak koty. Pierwsze piwo w jamajskim Yaamie.
Dwudziestopiętrowe blokowiska na Lichtenbergu, przemarsz przez kluby na Friedrichshain i tłumy ludzi na mostach, w pijanym metrze, wszystko pod akompaniament akordeonu wstawionego Rumuna, podrywającego Twoją dziewczynę.

Pierwszy raz Memoriał na cześć zamordowanych Żydów obok Tiergarten - prowokujący, żyjący pomnik.
Targi staroci, mydła i powidła w Maurer Parku i na Arkona Platzu, palce zmęczone od przerzucania dziesiątek skrzynek z winylami. Ciąg dalszy na Kreuzbergu, gdzie ciuchowe second-handy ciągną się w piwnicach i nagle odkrywają przed nami spory pokoik wypełniony po brzegi winylami.

A na zmęczenie najlepszy oczywiście Dada Falafel, świetne (i tanie) knajpki z przesmacznym jedzeniem wietnamskim i tajskim, niedobre tiramisu w pustej włoskiej knajpie podane przez wzorcowo olewających nas kelnerów. Cudowny wieczór z przyjaciółmi w oryginalnej trynidadzkiej restauracji u Merle i świat wirujący po serii rum punchy zaprawionych babciną "miłością".

Duży energetyczny kop na nadchodzące tygodnie.












Saturday, 15 February 2014

Sto dwadzieścia pięć, dziewiątka

Uzależniające kontrasty, szary plastik wyzierający spod taniej złotej farby obsypującej się z miasta w rytm kolejnych przystanków "dzięwiątki".






Słucham:


Tuesday, 4 February 2014

Stadion - Hallera - Wileńska

Po prostu idziesz przed siebie, a z mijanych ulic, bram i ludzkich twarzy wybierasz te przykuwające uwagę, intrygujące to swoim niedopasowaniem do otoczenia, to zwyczajnością. 






Można tak iść słuchając:


Saturday, 1 February 2014

Czapki i kapelusze

W końcu udało mi się znaleźć trochę czasu na fotograficzne włóczęgi. Krótkie styczniowe dni szybko zmieniają się w wieczór, kto żyw ucieka z ulic i chowa się przed mroźnym wiatrem, moje palce drętwieją.





Sunday, 19 January 2014

***


To ja. Dwadzieścia pięć lat temu. Ta sama górka, ta sama radość. 



Saturday, 11 January 2014

Tam gdzie dom zdrojowy

Grudzień w Ciechocinku: zjawy snujące się wśród niszczejących zabytkowych budynków, w powietrzu kwaśny solankowy odór nieczynnych tężni i niosące się po ulicach disco-polo: ze straganów, brudnych knajp i dancingów w budynku dworca PKP.



Thursday, 12 December 2013

Ulice, ulice

Światła za dnia coraz mniej, więc i zdjęć nie ma aż tyle, ile w ostatnich miesiącach. Czas odpoczynku i wyczerpania po letnich festiwalach już za mną - stąd coraz więcej koncertów, ręka znów przyzwyczaja się do lustrzanki. Dziś kilka ulicznych scen ustrzelonych w drodze do/z pracy.




Friday, 22 November 2013

Wednesday, 6 November 2013

Układanka

Fotografia uliczna nie jest reportażem. W odróżnieniu od dokumentu, stara się przekroczyć granice sztuki mimetycznej, zamiast reprodukcji stawiając na twórczy recycling. Mimo voyeurowskiego charakteru nie rości sobie praw do obiektywnego spojrzenia na rzeczywistość, demontuje ją zestawiając ze sobą przeciwieństwa i abstrahując uchwycone elementy z ich naturalnego kontekstu. Jest jak dłoń trzymająca piękny, lecz wydrążony w środku owoc: oddziaływuje przede wszystkim na zmysły, jednocześnie zachęcając oglądającego do wypełnienia znaczeniowej pustki.

Thus said, dzisiaj mam dla was smutny piknik z balonami, człowieka, który bardzo lubił kawę oraz porywczego mężczyznę. Tradycyjnie, wszystko z warszawskich ulic. Tradycyjnie, do samodzielnego ułożenia.




Tuesday, 5 November 2013

afirmatywnie

Lubię Muranów: ciągnące się bez końca podwórka, miękko tłumiące łoskot dochodzący z biegnących tuż obok ruchliwych ulic. Śmietniki, na których znajduję książki i kasety, sygnały, że w tych betonowych kamienicach zaczyna się coś nowego i trzeba wyrzucić stare szafki z kuchni dziadka, albo że kończy się czyjaś młodość i już nie słucha Van Hallena z kasety BASF. 

Ale dzisiejsze zdjęcia trochę inne, aby uniknąć dosłowności i jedna z najpiękniejszych afirmacji, jakie znalazłem w tym pooranym kibicowskimi hasłami mieście: ja mistrz.